, Lepiej żyć tak niż w ogóle nie mieć pomysłu na życie czyli Kobiecy upór maniaka w wykonaniu Kasi Pakulskiej
felietony

Lepiej żyć tak niż w ogóle nie mieć pomysłu na życie czyli Kobiecy upór maniaka w wykonaniu Kasi Pakulskiej

Upór maniaka to stan, kiedy uparcie do czegoś dążymy. Coś sobie postanowimy i tak właśnie ma być, nie inaczej. To po pierwsze. Po drugie. Kobieta, przyznajmy to otwarcie, jak już się za coś bierze, to na całego. Na przykładzie kolarstwa, bo o tym głównie będzie mowa, kobiet w peletonie owszem, jest coraz więcej, ale w stosunku do płci przeciwnej, wciąż mało. Jednak mimo, że jest NAS mało, jesteśmy zadziorne, twarde i obalamy stereotyp, że kobieta to słaba płeć i do sportów ekstremalnych się nie nadaje. Zatem skoro 2+2=4 to kobieta + upór maniaka = mieszanka wybuchowa. Do czego zmierzam? Opowiem historię z własnej autopsji.

Jadę na wyścig do Gdańska. Forma jest, nastawienie bojowe jak najbardziej, gotowość do walki „level hard”. Wszystko idzie dobrze, póki niefortunnie upadam, a po moich żebrach i śledzionie przejeżdża +/- 80 kg żywej masy + powiedzmy 10kg żelastwa. Wstaje i jadę dalej póki adrenalina nie opadnie i nie pojawi się ból, czyli nie daleko. W każdym razie całe szczęście na obrzękach i potłuczeniach się kończy…

Tydzień później jadę na kolejny wyścig, bardziej lokalny, tzw. „ogórek”. Jadę, bo blisko domu, bo fajne nagrody i podobno fajna trasa. Pukam się w głowę, bo nadal wszystko boli, rozum mówi nie jedź, ale kiedy Twoja sportowa ambicja jest podrażniona i pojawia się głód ścigania, „drobnostki” takie jak niegroźny ból, z którym da się żyć, nie ma znaczenia.

Więc startuje, jest adrenalina, o bólu się zapomina i robi się swoje. Kilka kilometrów dalej kolizja, znów upadek. Na tyle mocny, że łamię karbonową kierownicę. Kolejne potłuczenia, znów ból, choć bardziej niż ból fizyczny boli to, że to znów się dzieje. Jakieś fatum? Znów pech?

Pojawia się złość, bo chcesz robić to co kochasz, a ciągle pojawiają się jakieś przeszkody. Gdy emocje opadają, intensywnie leczone „rany” powoli się goją, na horyzoncie pojawia się kolejny wyścig (8 dni po drugim wypadku). W głowie blokada i strach, że to może się znów przydarzyć, ale nie ma lepszego sposobu na pozbycie się strachu jak zmierzenie się z nim. Więc pada decyzja, że startuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *